Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Elektryczna lekkośc jazdy

Po kilku dniach testowania roweru elektrycznego przesiadłem się na swój, klasyczny. I okazało się, że czegoś mi brakuje. Zatęskniłem za tamtą lekkością jazdy...
 

– O co w ogóle chodzi w tym rowerze elektrycznym? – zapytałem szefa „Biznesu Łódzkiego”, który zlecił mi przygotowanie tego artykułu. Odpowiedział, że to normalny rower, tylko dodatkowo napędzany akumulatorem. Tyle to akurat wiedziałem, ale wciąż byłem bardzo ciekawy, jak działa taki sprzęt. I przez kilka dni, dzięki uprzejmości firmy Zasada Bikes, miałem okazję przetestować elektryczny rower E-Maxim Battery 7.

W drogę!

Pojechałem do salonu rowerowego Bikemia przy ul. Wydawniczej, który jest sklepem firmowym Zasada Bikes. Przy kasie czekał już na mnie piękny grafitowy rower miejski. Pan Bartek wytłumaczył mi, jak obsługiwać rower. Okazało się, że nie jest to mocno skomplikowane. Podpisałem umowę wypożyczenia i... w drogę!

 

 

Przy odbiorze dowiedziałem się, że akumulator, który dodatkowo napędza rower, będzie działał tylko do prędkości 25 km na godz. Takie są przepisy Unii Europejskiej. Jak dla mnie to niewiele, bo jestem z tego pokolenia, które w dzieciństwie na rowerach się ścigało, a na pierwszych licznikach próbowało się pobić największe prędkości. To zostało mi do dziś i rowerem lubię jeździć dość szybko. Przypomniałem sobie jednak, że to rower miejski, a po mieście szaleć się nie powinno.

Ale oczywiście nie mogłem tego nie sprawdzić. Z Wydawniczej ruszyłem w stronę Widzewa, oczywiście drogą rowerową. Mój E-Maxim ma pięć trybów działania akumulatora, w zależności od pożądanej prędkości. Przy każdym z nich wspomaganie działa do określonej szybkości. Włączyłem od razu maksymalną i ruszyłem. Po kilku ruchach pedałami usłyszałem działający silnik. Muszę przyznać, że na początku trochę się przestraszyłem, bo nigdy wcześniej nie miałem okazji jeździć takim rowerem. Poczułem jednak, że nie muszę wkładać więcej siły w pedałowanie, bo rower... napędza się sam. Gdy zwalniałem, wystarczyło znów zrobić kilka cykli nogami i akumulator znów pracował. Jest cichy, ale przejeżdżając obok przechodniów, widziałem dość zdziwione miny niektórych z nich.

 

 

Jazda pod wiatr

Przeszedłem jednak do prawdziwego testu. Sprawdziłem każdy z trybów: eco, standard, power oraz speed. Można też jechać bez użycia silnika, a do wykorzystania jest siedem klasycznych biegów. Aby ruszyć z pomocą akumulatora, w zasadzie nie trzeba wkładać większej siły. Po starcie z każdych świateł szybko osiągałem taką prędkość, jaką chciałem. Silnik bardzo pomógł mi też w jeździe... pod wiatr. Na pewno zdarzyła wam się sytuacja, że wiatr znacznie zwalniał naszą prędkość, a momentami można było odnieść wrażenie, że w ogóle się nie poruszamy. Dzięki akumulatorowi nie musiałem kręcić pedałami jak szalony, ale znacznie spokojniej pokonywałem dystans przy sporym wietrze.

Rower jest także wyposażony w przednie i tylne światła, więc nie ma problemu z przejażdżką także późnym wieczorem. Nie trzeba się też martwić o dzwonek, bo jest zamontowany, podobnie jak bagażnik, błotniki i elementy odblaskowe. Do dyspozycji mamy też przedni hamulec ręczny oraz torpedo, czyli zwalniamy, przekręcając pedały do tyłu.

 

 

Całe zamontowane wyposażenie jest markowe, więc nie trzeba się martwić, że hamulec czy przerzutka nas zawiodą. Z kolei sam silnik – produkcji polskiej – jest świetnej jakości.

Ważną częścią roweru jest specjalny ekran LCD, na którym możemy sprawdzić pojemność baterii, prędkość, dystans, jaki pokonaliśmy, oraz z jaką mocą pracuje akumulator. Wszystko jest duże, przejrzyste i się nie zacina. Nie ma też większych problemów z obsługą, bo w zasadzie do dyspozycji mamy tylko trzy przyciski, którymi włączamy akumulator, aktywujemy odpowiednie tryby oraz uruchamiamy światła.

Jeśli chodzi o baterię, to spokojnie wytrzyma na kilka godzin jazdy. Wszystko zależy oczywiście od trybu oraz intensywności pracy akumulatora. Ja akurat roweru nie oszczędzałem i po dwugodzinnej jeździe w trybie „speed”, czyli najwyższym, zużyłem większość baterii. Chciałem jednak jak najczęściej korzystać z silnika. Akumulator w rowerze E-Maxim Battery 7 jest zamontowany w aluminiowej ramie, a to bardzo praktyczne. Wystarczy podłączyć ładowarkę (podobna jak ta do laptopa) w garażu czy w domu – i w niecałe dwie godziny bateria ponownie jest pełna. Możemy też ją swobodnie doładowywać, bez konieczności wcześniejszego jej całkowitego opróżnienia.

 

 

Do pracy? Żaden problem

Ze względu na to, że jest to miejski rower elektryczny, musimy zdawać sobie sprawę, że taki sprzęt sporo waży. Nie jest więc łatwo wnosić go na kolejne piętra. Mieszkam w wieżowcu i miałem mały problem, nawet przy użyciu windy. Wydaje mi się jednak, że to kwestia wprawy. Dużo wygodniej byłoby zostawić rower w garażu czy innym pomieszczeniu, bez konieczności dźwigania.

I muszę przyznać, że to podczas wnoszenia roweru najbardziej się zmęczyłem. Bo sama jazda to czysta przyjemność. A jeździłem w dni mniej i bardziej słoneczne. Silnik roweru znacznie mi pomógł także w jeździe podczas deszczu czy nawet gradu, bo oczywiście, gdy postanowiłem wybrać się na przejażdżkę, po kilku kilometrach nagle pogoda się zepsuła...

Bez problemu mogą z niego korzystać też osoby starsze, bo akumulator znacznie ułatwia jazdę. Pojechać nim do pracy? Żaden problem, bo korzystając z roweru nawet się nie spociłem, nawet jadąc w koszuli czy marynarce. A przede wszystkim nie stałem w korkach.

E-Maxim Battery 7

* waga – 20,4 kg

* liczba biegów – 24

* rama – Alloy / aluminium 606 1

* silnik – Zasada 250W 36V

* rozmiar koła – 28"

* rozmiary ram – 18"



Żródło: lodz.wyborcza.pl